Otoczony legendą Kmicica – wspomnienie o Wacławie Mrozie

Wacław Mróz (drugi z lewej), 13 Pułk Piechoty, rynek w Pułtusku, 1939 r. Źródło: archiwum rodziny Mrozów

100 lat temu urodził się w Wyszkowie Wacław Mróz ps. Gawronharcerz, wybitnie zdolny uczeń wyszkowskiego gimnazjum, dowódca Plutonu Dywersyjnego Ośrodka „Wyszków”, instruktor Szkoły Podchorążych Szarych Szeregów „Agricola”, wykładowca na tajnych kompletach, dowódca plutonu III Kompanii 32 Pułku Piechoty AK. Brał udział we wszystkich akcjach bojowych. Zginął w Dębinkach (gm. Zabrodzie) 75 lat temu, 2 sierpnia 1944 r., podczas akcji „Burza” – miał niecałe 25 lat.

– Wacek był we wszystkim doskonały. Świetnie grał w siatkówkę, skakał perfekcyjnie do wody, był doskonałym tancerzem, miał dobry słuch i pięknie śpiewał tenorem lirycznym, był koleżeński i skromny w ocenie swoich możliwości – po 60 latach wspominał przyjaciela Bolesław Wolski „Zasłona”.

Wacław z matką, Heleną z Ryczanowskich, początek lat 30. Źródło: archiwum rodziny Mrozów

Wacław Mróz urodził się 25 września 1919 r. w Wyszkowie. Jego ojciec był mechanikiem i maszynistą w wyszkowskim tartaku (na tym terenie stoi obecnie kościół parafii św. Wojciecha), mieszkali w służbowym mieszkaniu. W tym samym domu mieszkał i Stanisław Wolski, w latach 30. burmistrz Wyszkowa. Bolesław Wolski (1927-2013), syn burmistrza, honorowy obywatel Gminy Wyszków, tak z czasów wspólnego zamieszkiwani wspomina Wacława Mroza:

– Wacek, wiedziony instynktem wodza, stał się dla licznej gromady dzieci cenionym organizatorem zabaw (mądrych!), wyrabiających spostrzegawczość i, co ważniejsze, spryt. Ale równie często widywałem go z książką, której ciekawsze treści przekazywał nam w cieniu daszków chroniących „sztaple” pachnącej żywicą tarcicy. To od niego poznaliśmy dzieje Robinsona i nauczyliśmy się indiańskich imion bohaterów książek Cooppera. Okazywane wówczas niewątpliwe zdolności pedagogiczne i przywódcze zachował w wieku dojrzałym, imponując jednocześnie taktem i wyrozumiałą grzecznością.

Świadectwo maturalne Wacława i zdjęcie z książeczki harcerskiej. Źródło: archiwum rodziny Mrozów

Był uczniem Prywatnego Gimnazjum Koedukacyjnego Towarzystwa Szkoły Średniej w Wyszkowie nad Bugiem oraz harcerzem w 30 Mazowieckiej Drużyny Harcerskiej im. Zawiszy Czarnego. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości (1938 r.) wstąpił do Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty 13 pp, którą ukończył z pierwszą lokatą.

Wacław, Bukowina, 1939 r. Źródło: archiwum rodziny Mrozów

– Latem 1939 roku jako jeden z nielicznych wyszkowian zdał egzamin na studia w Warszawie – opowiadał Bolesław Wolski. – Został studentem Wydziału Filozofii Uniwersytetu Józefa Piłsudskiego, dzisiejszego Uniwersytetu Warszawskiego. Oczywiście wybrał ulubiony kierunek – matematykę. Był to jednak rok wybuchu wojny i niespełnionych marzeń. Zmobilizowany do macierzystego 13 pp wziął udział w obronie twierdzy modlińskiej. Znał biegle język niemiecki. W drużynie zwiadowców pełnił niebezpieczną służbę na przedpolu wroga, śledząc jego ruchy i zamierzenia. Październikowa kapitulacja twierdzy Modlin, zawarta na honorowych warunkach, pozwoliła obrońcom uniknąć niewoli. Wacek powrócił więc do Wyszkowa i jeszcze tej jesieni, niemal z marszu, przystąpił do organizowania pierwszych ognisk oporu.

W podziemnych strukturach

Brał udział w tworzeniu na naszym terenie struktur podziemnych Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego w 1942 r. na Armię Krajową. Od 1940 r. był zastępcą dowódcy plutonu dywersyjnego (dowódcą był ppor. Jan Widlicki ps. Orski), a później dowódcą plutonu dywersyjnego Ośrodka III Wyszków Obwodu „Rajski Ptak”. Został wykładowcą w powstałej na terenie Obwodu „Rajski Ptak” szkole podchorążych AK oraz dowódcą jednej z jej klas.

Już wówczas był otoczony legendą współczesnego sienkiewiczowskiego Kmicica – napisał Stanisław Grzybowski w „Nadziei z tamtych lat”, książce o zbiorowym wysiłku w walce z okupantem niemieckim ludzi ziemi wyszkowskiej, zorganizowanych w strukturze AK Obwodu „Rajski Ptak”. Z książki tej możemy szerzej poznać akcje, którymi dowodził „Gawron” oraz inne jego działania, np. związane z drukowaniem i kolportażem konspiracyjnego dwutygodnika „Do celu”.

Od lewej: Jerzy Zawadzki “Konrad”, Dobrosław Rytel “Cień” (siedzi), Janusz Kotlarski “Krukowiecki”, Henryk Żabik “Brzoza” (siedzi), Tadeusz Chmieliński “Łoś”, Wacław Mróz “Gawron”, Jerzy Byliński “Grzegżółka”, okres okupacji

– Równolegle z działalnością konspiracyjną prowadził tajne nauczanie, był bowiem urodzonym wychowawcą i pedagogiem. Wykładał wszystkie przedmioty (uczył języka polskiego, niemieckiego, łaciny, historii, matematyki, fizyki, chemii – ES), a w każdym był mistrzem. Ze względów bezpieczeństwa prowadził lekcje z kompletami uczniów w domach Rybienka i Rybna. Jego wychowankowie w większości zdobyli w latach powojennych wyższe wykształcenie, zgodnie z pragnieniem ich nauczyciela – przypominał Bolesław Wolski.

Zawiodła go intuicja

Pchr. Bolesław Wolski brał udział w akcji „Burza”, wspólnie z ppor. Wacławem Mrozem stacjonował na przełomie lipca i sierpnia we dworze w Dębinkach. Tak opisuje ostanie godziny życia „Gawrona”:

Napoleon mianując swoich marszałków zawsze brał pod uwagę ważny szczegół – „Czy ma szczęście?” Wacek mógł być marszałkiem Napoleona, jego działania były zawsze szczęśliwe. To szczęście opuściło go w Dębinkach. Nasz oddziałek partyzancki po wyjściu z lasów Fidestu znalazł się w ogarniętej euforią wolności ziemi radzymińskiej, a ściślej w okolicach Tłuszcza. Węzeł kolejowy był w naszych rękach. Biało – czerwone flagi zapowiadały rychły koniec niemieckiego panowania. Powstanie warszawskie optymistycznie przewidziane jako krótkotrwały odprysk Akcji „Burza” budziło ukrywane nadzieje. Dowództwo Obwodu „Rajski Ptak” w Tłuszczu przyjęło radzieckich oficerów łącznikowych, Niemcy na chwilę ucichli, ucichły też wycofywane przez nich oddziały. Jedynie niemiecki pociąg pancerny pojawiał się w okolicy Mostówki, ostrzeliwując z daleka niewidoczne cele. To osłabiło naszą czujność.

Wczesne rano 2 sierpnia 1944 roku było pogodne. Wieczorem panie – rezydentki z pałacu w Dębinkach zaimprowizowały koncert fortepianowy, co wprawiło oddział w dobry nastrój, który towarzyszył do rana. Od strony pobliskiego toru kolejowego niosła się piosenka „Z młodej piersi się wyrwało…” – to oddziałek z Tłuszcza wracał z akcji zaminowania przepustu pod torami, pułapki przeciwko pociągowi pancernemu. Nagle w tle dał się słyszeć warkot pojazdów, a piosenka dalej nie milkła. Ktoś błędnie ocenił, że zbliżają się Rosjanie i należy powiadomić ich o naszej obecności. Pojazdy zbliżyły się do bramy pałacu, w ich stronę śpiesznie pobiegli Wacek i znający język rosyjski pchor. Leon Junikowski. Na wszelki wypadek Wacek wziął do ręki „Gammona” – granat uderzeniowy. Tymczasem rzeczywistość okazał się tragiczna.

Co było dalej, opisuje Stanisław Grzybowski:

W tym właśnie momencie pierwszy pojazd pancerny dojeżdża do placyku przed pałacową bramą i zatrzymuje się w lekkim skręcie. Następne dwa są jeszcze daleko. W lewym dolnym rogu jego przedniej osłony jest widoczne godło: sierp i młot wielkości dłoni. Wszyscy wiedzą, że w okolicy Wołomina operują radzieckie formacje pancerne. Wacek Mróz radosnym, podnieconym głosem krzyczy: „To Ruscy”. Wybiega z biało–czerwoną opaską na ramieniu w kierunku wozu.

Niestety, to były niemieckie pojazdy dywizji pancernej Hermann Goering, pospiesznie ściąganej do Warszawy, z fałszywym godłem. Hitlerowiec, który wychylił się z włazu pojazdu, serią z pistoletu maszynowego zabija ppor. „Gawrona”.

Tak ginie jeden z najdzielniejszych i najbardziej ofiarnych żołnierzy Ziemi Wyszkowskiej. Urodzony zagończyk, odważny podejmujący dotąd zawsze z pełnym sukcesem decyzje w sytuacjach przeważnie nagłych, a więc w pełni lub całkowicie nierozpoznanych lub pozornie beznadziejnych. Bardzo koleżeński. Nie ma prawie akcji, w której nie brałby udziału. Tym razem zawiodła go jednak intuicja. Wiadomo, saper myli się tylko raz. Wówczas jeszcze nie mógł wiedzieć, że radzieckie pojazdy pancerne używają jako godła czerwonej gwiazdy, a nie sierpa i młota.

Zwłoki Wacka posiekane seriami układają na dworskim wozie. I jeszcze chlebak, a w nim podziurawiony „Podręcznik dowódcy plutonu”, mydełko , kolt o potrzaskanych kulami okładzinach. (…) Po pięciu latach żołnierskiej służby, zawsze dniem i nocą gotowy do akcji, ppor. „Gawron” odchodzi na ostateczny spoczynek i w zapomnienie.

Wacław Mróz potajemnie zostaje pochowany na cmentarzu w Postoliskach. W 1945 r. rodzina ekshumowała ciało i przeniosła na cmentarz parafialny w Wyszkowie.

Elżbieta Szczuka

Elżbieta Szczuka

 

 

 

 

 

 


11 września 2004 r. na ścianie pałacu w Dębinkach, uroczyście odsłonięto i poświęcono tablicę pamiątkową ku czci dh ppor. Wacława Mroza „Gawrona”.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *